Póki element nie zostanie aktywowany nie będzie ragował na jakiekolwiek akcje użytkownika (pokazuje dymek z napisem „kliknij, aby uaktywnić i używać ten formant”).

Po kilkuletniej walce firma Eolas wygrała sprawę patentową z Microsoftem. W rezultacie po aktualizacji z 11 kwietnia 2006 użytkownicy przeglądarki Internet Explorer (przez co również Maxthon, Avant, Netcaptor, itp.) są zmuszani do klikania na każdy interaktywny element osadzony na stronie WWW, aby go „aktywować” (dotyczy to animacji i reklam we Flash, klipów wideo i innych kontrolek ActiveX).

Na wprowadzenie takiego samego ograniczenia zdecydowała się firma Opera Software w wersji 9 swojej przeglądarki.

W październiku 2007 Microsoft kompletnie ugiął się i zapłacił Eolasowi za przywilej niewymagania głupiego kliknięcia. Łata wyjdzie dopiero w kwietniu 2008 roku, więc jeszcze troche trzeba sie będzie pomęczyć.

Przyczyna — patenty na oprogramowanie, które obejmują ideę, a nie wynalazek

Technologia, która od ponad dekady jest uważana za coś oczywistego nagle stała się tak odkrywczą innowacją, że musi być chroniona przez państwo, nawet jeśli wyrządza to szkody gospodarcze.

Ta groteska dzieje się na razie tylko w USA. Jest jeszcze szansa na uniknięcie takich patentów w Europie.

Patent dotyczy wszystkich przeglądarek, ale w prawie patentowym nie rządzi sprawiedliwość, a jedynie chciwość posiadacza patentu. To on decyduje kiedy i kogo będzie szantażować. Nie musiał bronić swojego patentu od razu w 1998 roku — mógł przymykać oko czekając aż rybka urośnie i stanie się więcej warta. Może pozwać kogo chce — Microsoft jest warty pozywania, a inne firmy dla Eolas najwidoczniej jeszcze nie są wystarczająco bogate do płacenia patentowego okupu (dlatego póki co bez problemów będzie działać Firefox).

Skutki — ogromne koszty zmian praktycznie wszystkich stron w Internecie

Obejście patentu jest tak samo bzdurne, jak sam patent. Wg biura patentowego osadzenie interaktywnej animacji na stronie jest innowacyjne, ale osadzenie na stronie skryptu, który osadza animację, nie jest. Niestety obejście to wymaga zmiany kodu stron WWW i ma negatywne efekty uboczne.

Stracili na tym posiadacze stron. Małe firmy, które raz zrobiły stronę, musiały szukać i zatrudniać kogoś do wprowadzenia obejścia. Dla dużych firm posiadających portale składające się z tysięcy podstron, to też nie była wesoła wiadomość.

Stracili na tym użytkownicy. Obejście wymaga dołączenia dodatkowych plików, a to spowalnia ładowanie stron. Strony, które nie wprowadziły obejścia mogą być dezorientujące — np. menu we Flash nie będzie reagowało na ruchy myszy póki użytkownik go umyślnie nie aktywuje, a pierwsze kliknięcie w menu zostanie zignorowane.

Dostępność animacji Flash dla osób niepełnosprawnych i tak jest znikoma, a obejście proponowane przez Microsoft rzuca kolejne kłody pod nogi.

Kto na tym zyskał?

Prawnicy i, po długiej walce, Eolas.

Microsoft nie zamierzał płacić ani grosza Eolasowi. Niestety sąd stanął po stronie patentowego trolla i nakazał Microsoftowi zapłacić 521 milionów dolarów kary, które półtora roku później Microsoft sam dodatkowo osłodził wykupując od Eolasu licencję na swoje wcześniejsze, nieupierdliwe, rozwiązanie.

Linki


Ten artykuł publikuję na licencji Public Domain — może być swobodnie powielany, cytowany i modyfikowany nawet bez podania autora.